WAHOO ELEMNT

Rynek liczników i nawigacji rowerowych w niejaki sposób przypomina monopol Poczty Polskiej na rodzimym rynku. Niby funkcjonują inne firmy, to jednak większość wybiera już to do czego jest przyzwyczajona i co znane od lat. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku liczników rowerowych.  Garmin wiedzie prym i w sumie ciężko o jakąkolwiek próbę detronizacji jego pozycji. Wśród wielu alternatyw dla amerykańskiego hegemona, na różnych portalach tym najczęściej wspominanym jest Wahoo. Firma zbiera wiele pochlebnych recenzji, co nie pozwala przejść obojętnie obok tego produktu. Firma wywodzi się z segmentu trenażerów, a pierwsze liczniki pojawiły się w 2017 roku. Porównując te urządzenia do Garmina  to urządzenia te różnią się całkowicie.  Nie znajdziemy tu kolorowego wyświetlacza, ani ekranu dotykowego, za to jest niesamowita prostota oraz kilka ciekawych funkcji, których Garmin nie ma. Jak zatem prezentuje się Wahoo przy gigancie jakim jest Garmin.

Co w pudełku?

Po otwarciu opakowania, spotkała mnie miła dla oka niespodzianka. Już od otwarcia ELEMT-a, mamy wrażenie jakbyśmy brali do ręki produkt klasy Premium. Całość jest wykonana bardzo estetycznie, aż radość otwierać opakowanie ELEMT-a. Na pierwszy plan rzuca się prosta instrukcja obsługi urządzenia wraz z wysokiej jakości zdjęciami.

Sama zawartość zestawu to też miłe zaskoczenie, bo oprócz licznika znajdziemy trzy uchwyty do montażu urządzenia, na wysięgniku, do lemondki i na mostek. Jeżeli można się do czegoś przyczepić, to sposób montażu uchwytu na mostek, gdzie nie na wygodnej gumki, tylko opaski ściągające.

Pierwsze wrażenia

Pierwsze co rzuca się w oczy, to masa i solidność wykonania licznika. Obudowa to solidny kawałek plastiku wraz z metalowymi plecami. Całość wydaje się solidna, w zasadzie niezniszczalna. Na spodzie znajduje się gniazdo ładowania (standardowy port micro usb) oraz gniazdo dla uchwytu. Wyświetlacz, co może być dla niektórych osób zaskoczeniem jest monochromatyczny, czyli czarnobiały i nie ma funkcji dotyku. Z jednej strony może to dziwić, w erze kolorowych ekranów dotykowych, to jakby krok wstecz, z drugiej strony dwukolorowy wyświetlacz spowodował bardzo wysoki kontrast i wyraźność. Na początku myślałem, że będzie to kiepskie rozwiązanie, jednak z czasem twierdzę, że szary wyświetlacz wcale nie jest taki zły. Elementem wyróżniającym ELEMNT-a są diody z lewej i górnej części urządzenia, a do czego służą przeczytacie później.

Obsługa

Urządzenie obsługujemy za pomocą 6 przycisków, które rozmieszczone są na obudowie oraz z przodu licznika. Wybór przycisku wymaga zastosowania odrobiny siły, ale mimo wszystko przyciski są responsywne i słychać wyraźne kliknięcie. Gdyby opisać szczegółowo do czego służą przyciski, to będzie to trudne ponieważ ich rola zmienia się w zależności od aktywnego ekranu, niezmiennie jednak lewy przycisk będzie pozwalał wejść do menu podręcznego, a prawy do przejścia pomiędzy ekranami. O działaniu pozostałych przycisków przeczytacie w dalszej części recenzji. Na koniec, niejakie zaskoczenie, brak na pokładzie języka polskiego, jednak inglisz w urządzeniu nie jest specjalnie skomplikowany.

Konfiguracja licznika

ELEMNT jest w zasadzie nierozłącznie sprzężony z telefonem komórkowym. Aplikacja mobilna to tak naprawdę, oprócz licznika, serce całego układu. Funkcjonalność urządzenia bardzo ubożeje, w przypadku gdy mamy np. telefon z Windowsem. Pomijając fakt podstawowej konfiguracji takiej jak ustawienie pól danych, czy parametrów użytkownika, to jest tu sporo dodatkowych opcji takich jak korzystanie z nawigacji czy zaplanowanych ćwiczeń, aby jednak to zrobić konieczne będzie założenie konta. W urządzeniu pozostają opcje zmian parametrów zawodnika oraz ogólne funkcje urządzenia, m.in.: dźwięk powiadomień, łączności i synchronizacji, jednostek i kilku pomniejszych.

Menu urządzenia

Ciężko jest się rozpisywać o menu samego licznika. Zastosowano tutaj prostotę, która bardzo przypadła mi do gustu. Pomiędzy ekranami przechodzimy prawym dolnym przyciskiem, a absolutnym hitem jest szybkie zwiększanie ilości ekranów treningowych za pomocą przycisków z prawej strony urządzenia. Ekrany niestety działają w pętli, czyli aby przejść do poprzedniego ekranu, trzeba przejść przez wszystkie po kolei.

Jedyne rozbudowane menu w urządzeniu, to skrócone menu dostępne za pomocą lewego przycisku. Znajdziemy tu podstawowe ustawienia urządzenia, ustawiania GPS, podświetlenia, nawigacji oraz czujników.

Synchronizacja

Urządzenie możemy synchronizować za pomocą kabla, Bluetooth oraz poprzez WiFi, przy czym skorzystanie z kabla umożliwia wgląd do pamięci urządzenia i wgrywania plików. Bluetooth’a użyjemy do synchronizacji z aplikacją mobilną, a WiFi do synchronizacji bez konieczności logowania do platformy lub telefonu oraz do przesłania trasy. W tej materii urządzeniu nie można nic zarzucić.

Bateria

Producent deklaruje 17 godzinny tryb pracy urządzenia przy pracującym GPS-ie. Test statyczny  (na balkonie) po 2 miesiącach użytkowania sprzętu dotrwał trochę powyżej 18h, jednak wyłączone było podświetlenie i diody sygnalizujące. Taki czas plasuje urządzenie w czołówce urządzeń co bardzo cieszy. gdyby baterii było mało, to dodatkowo licznik może być ładowany w trakcie jazdy.

GPS

Wahoo Elemnt posiada jeden tryb zapisu śladu GPS. Oczywiście nie wyklucza to treningu indoor, w czym pomagają dodatkowe czujniki. Jak to z każdym urządzeniem wartości prędkości chwilowej miały tendencje do skakania, jednak nie można powiedzieć, że były to jakieś spore wahania. W kwestii zapisu śladu trasy nie ma się za bardzo do czego przyczepić, wszystko sprawowało się bez zarzutów. W kwestii hardware licznik jest klasą dla siebie.

Poniżej ślady zarejestrowane urządzeniem:

Powiadomienia

ELEMNT umożliwia ustawienia powiadomień w trybie dźwięku i… diod LED. To właśnie tu między innymi zastosowanie znalazły światełka, o których wspominałem wcześniej. Poziom głośności i częstotliwość emitowanego sygnału są wystarczające podczas jazdy bez słuchawek i w typowych warunkach drogowych.  Jednak nawet przy bardzo cichej muzyce lub słuchawkach dokanałowych dźwięk jest słabo słyszalny. Diody natomiast mogą nam sygnalizować strefę tętna, mocy, prędkości. To dla mnie absolutny hit i funkcja, z której często korzystam.

Czujniki i akcesoria

Egzemplarz, którzy przyszedł do testów niestety oprócz optycznego czujnika tętna nie zawierał zewnętrznych czujników. Warto wspomnieć, że czujniki kodowane są w ANT+ oraz Bluetooth i urządzenie obsługuje w zasadzie wszystko od czujników prędkości, kadencji do pomiarów mocy jedno i dwustronnych, a nawet może służyć do kontrolowania trenażerów, o czym przeczytacie później. W tej materii nie ma się do czego doczepić.

Pierwsze użytkowanie

Koniec teorii i czas zacząć zabawę z licznikiem w praktyce. Aktywność uruchamiamy środkowym przyciskiem , a fakt ten zostanie zasygnalizowany dźwiękiem i sygnałem świetlnym. Szybkość łapania FIX-a jest zadowalająca i w zasadzie nie trzeba czekać na ustalenie sygnału. Ekrany treningowe, co  – kolejny raz podkreślamy, muszą być wcześniej zdefiniowane – przełączane są za pomocą prawego dolnego przycisku. Niestety małą niedogodnością jest fakt, że ekrany można przesuwać tylko do przodu, czyli, aby wrócić do poprzedniego, trzeba przejść wszystkie kolejne ekrany naokoło. Drobna niedogodność, o której z czasem zapominamy, jednak zdecydowanie preferuje możliwość sterowania w lewo i prawo.

Ciekawą opcją, która zdecydowanie przypadła mi do gustu to możliwość szybkiego zwiększania i zmniejszania ilości danych na ekranie. Za pomocą przycisków z prawej strony urządzenia możemy w łatwy i szybki sposób rozszerzyć widok danych, nie tracąc czasu lub nie wykonując żadnych ekwilibrystycznych ruchów na liczniku.

Na spory plus zasługuje również wbudowana w urządzenie mapa i fakt, że do pamięci możemy wgrać obszar całego świata bez koniczności wyposażania ELEMNT-a w kartę pamięci. Warstwa działa płynnie, nie zawiesza się i jest dokładna. Jedynym małym minusem, ale to raczej wada monochromatycznego wyświetlacza, jest fakt, że niekiedy nie da się rozróżnić czy dana droga jest gruntowa czy asfaltowa. Więcej o mapie i jej funkcjach znajdziecie w rozdziale nawigacja.

Do poprawy moim zdaniem jest wykres wysokości, który tak naprawdę jest nieczytelny.

Trening zatrzymujemy środkowym przyciskiem, a w trakcie pauzy mamy dostęp do wszystkich danych treningu, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Oprócz ręcznej pauzy, istnieje opcja autopauzy, autookrążenia, czyli wszystko to co jest potrzebne do szczęścia.

Dodatkowe opcje treningowe

W tej materii Wahoo również ma spory potencjał, jednak całość nie jest już tak idealnie rozwiązana jak to co pokazałem wcześniej. Jednak po kolei, urządzenie posiada wbudowane 5 fabrycznych treningów, które będą nas prowadzić jak za rękę przez kolejne etapy ćwiczenia. Programy te znajdziemy w podręcznym menu. Wahoo również dał nam możliwość tworzenia własnych treningów, jednak aby to zrobić,  musimy wykorzystać platformę Training Peaks lub Today’s Plan (niestety płatny). Tam akurat tworzenie do najbardziej intuicyjnych nie należy, ale aby ułatwić wam zadanie w najbliższym czasie przygotuje poradnik jak to zrobić.

W momencie gdy uda się nam stworzyć ćwiczenie, to przesyłamy je za pomocą WIFI do urządzenia. Nie udało mi się niestety stworzyć ćwiczenia, które miałoby podany zakres Watów, tylko wyłącznie jedną wartość. Z plusów trzeba dodać, że dosyć prosto można przejść do kolejnego etapu lub zatrzymać ćwiczenie.

Ekran ćwiczeń jest przejrzysty i zawiera wszystkie informacje potrzebne do prowadzenia ćwiczenia. Jest wykres podpowiadający co nas czeka. Niestety w przypadku, gdy jesteśmy poza zakresem ELEMENT nie powiadomi nas dźwiękiem, a wyłącznie sygnałem świetlnym. Przed kolejnym etapem otrzymamy sygnał dźwiękowy.

Osobiście czuje niedosyt w kwestii treningów. Wiele rzeczy jest wykonanych świetnie, podgląd treningu, przejrzysty ekran, i może dałoby się przeżyć brak powiadomień dźwiękowych, to brak ustalenia zakresów jest już sporym niedociągnięciem.

Zabrakło mi również prostych alertów, do szybkiego ograniczenia np. tętna lub mocy, lecz produkt się rozwija i otrzymuje nowe aktualizacje, więc liczę na rozwój urządzenie w tej materii.

Segmenty Strava

Wahoo ELEMNT podobnie jak większość w tej chwili urządzeń na rynku umożliwia rywalizację na żywo w segmentach dostępnych na najbardziej popularnej platformie kolarskiej STRAVIE. Jednak Wahoo funkcję tą rozwiązał wzorowo.

Co to Segmenty Strava?

W dużym skrócie, segment to taki mikrowyścig, czyli odcinek, na którym jesteśmy w stanie porównywać własne osiągnięcia jak również z innymi użytkownikami „pomarańczowego” serwisu. Statystyki są ogólnodostępne, a pieprzyku dodaje fakt, że od jakiegoś czasu możemy ścigać się na żywo.

Jak skorzystać z tej funkcjonalności

Pierwszym z warunków, który należy spełnić, jest posiadanie konta Premium na Stravie (koszt 24$ na rok) oraz połączenie obu platform (Wahoo i Strava) ze sobą. Drugim, to wybranie odcinków i zsynchronizowanie urządzenia w celu przesłania informacji.

W momencie zbliżania się do segmentu na ekranie wyświetlone zostanie powiadomienie, a w trakcie znajdziemy informacje zawierające porównanie do obecnego rekordu, pozostały dystans, tętno oraz średnią prędkość.

Wisienka na torcie to diody sygnalizujące nasz obecny wynik w odniesieniu do założonego celu. Po przejechaniu segmentu na ekranie wyświetlone zostanie podsumowanie, a zaktualizowany wynik przesłany w trakcie kolejnej synchronizacji urządzenia.

Z ciekawszych zastosowań, urządzenie powiadomi nas o kolejnym segmencie (nawet, gdy jesteśmy w trakcie segmentu) oraz wyniki są cały czas dostępne z poziomu licznika.

Nawigacja

Ponieważ w urządzeniu jest mapa, zatem również nie mogło zabraknąć opcji nawigacji. Jeżeli czytaliście wcześniejsze moje recenzje, to wiecie, że istnieje kilka rodzajów tego jak urządzenie kieruje nas po ścieżkach. W ELEMNT, mamy opcję na wypasie, czyli nawigacje tzw. Turn by turn, czyli z powiadomieniami przed zakrętami.

W dużym skrócie, przed odpowiednim manewrem urządzenie powiadomi nas komunikatem dźwiękowym oraz wizualnym. Największe wrażenie robią diody, które wskazują nam kierunek skrętu. Brzmi rewelacyjnie, jednak kto doszukiwał się dziury w całym, ten łatwo ją znajdzie. Aby skorzystać z takiego sposobu nawigacji musimy spełnić pewien warunek. Warunek ten polega na tym, że trasa musi być w całości stworzona w programie RidewithGPS.

Nie pomaga zaimportowanie piku .gpx czy inne manewry ponieważ trasy stworzone w programach takich jak Strava, GPSies.com, czy innych niestety nie mają zapisanego powiadomienia tekstowego. W przypadku wrzutu gotowego pliku, urządzenie będzie tylko śledzić kreskę, jak ma to miejsce w przypadku urządzeń naręcznych.

Cechą wspólną dla obu typów nawigacji jest fakt, że w przypadku gdy zboczymy z trasy, to licznik nie przeliczy nam nowej trasy, tylko wróci do kierowania dopiero po powrocie na stworzony ślad.

Pomimo tych niewielkich niedogodności, funkcja nawigacji bardzo mi się spodobała. Powiadomienie LED, działa sprawnie może nawet skręty pojawiały się za często, jednak to już wina planera.

Share Live tracking

LiveTracking pozwala na śledzenie aktywności online. Z poziomu aplikacji wysyłamy zaproszenie do wszystkich zainteresowanych na adres e-mail lub umieszczamy link na Facebooku lub Twiterze. W e-mailu otrzymujemy link z odnośnikiem do mapy, na której rejestrowana jest aktywność. Odświeżanie śladu jest dużo częstsze niż w przypadku Garmina, na ekranie wyświetlają się wszystkie dane z licznika, wraz ze śladem.

Poniżej przykład aktywności oraz widok na komputerze (opcja LIVETRACK).

Trenażer rowerowy

Ta funkcjonalność to jedna z najmocniejszych punktów produktów Wahoo i nie chodzi tu tylko o możliwość rejestrowania danych z trenażera, ale również jego aktywną kontrolę. Ponieważ firma poza licznikami znana jest z produkcji trenażerów, to doświadczenia z tego pola zostały przeniesione na ten typ aktywności.. Oczywiście funkcja ta jest dostępna wyłącznie dla trenażerów z protokołem Ant+ FEC, jednak ilość takich urządzeń na rynku z roku na rok rośnie. Osobiście miałem okazję sprawdzić to na dwóch sprzętach Elite Direto i JetBlack Smart. (Recenzje obu trenażerów wkrótce).

Jak to działa?

Konfiguracja jest dziecinnie prosta i polega wyłącznie na synchronizacji urządzania jako sprzętu fitness i ustawieniu rozmiaru koła. Kontrola trenażera polega na pracy i posiada kilka wariantów.

  • Ustawiona moc w Watach (tryb Ergometru)

  • Ustawiony opór jako poziom

  • Ustawiony opór w procentach

  • Podążanie trasą utworzoną w plenerze kursów lub korzystając z historii.

W trakcie treningu licznik będzie sam dobierał obciążenie i pozwoli na szybką kontrolę obciążeniem trenażera. Opcja bardzo wygodna i pozwala na sterowanie trenażera bez konieczności stosowania dodatkowej aplikacji.  Pamiętajmy jednak o dwóch rzeczach:

  • Aby to wszystko działało, trenażer musi być SMART, czyli pozwalać na aktywne sterowanie urządzeniem
  • Tryb ERG, jest dosyć specyficzny, w dużym skrócie, urządzenie samo dobiera nam zadane obciążenie a w momencie, gdy przestajemy utrzymywać zadane Waty, opór zablokuje się w taki sposób, że nie ruszymy kołem obrotowym

Opcja Indoor to moim zdaniem, zdecydowanie najmocniejsza stroną licznika. W zasadzie wszystko działa bez zarzutów, sporo ułatwia i dystansuje konkurencje.

Powiadomienia z telefonu

W przypadku połączenia ELEMENT ze smartfonem otrzymujemy możliwość otrzymywania powiadomień z telefonu. Tu spotkamy trochę inne podejście niż w przypadku konkurencyjnych produktów, bo Wahoo pozwala na odczytywanie wyłącznie powiadomień o połączeniach i SMS, a nie tych z portali społecznościowych.

Aplikacja mobilna

Ponieważ producent nie przewidział pełnej webowej wersji platformy, wszystkie funkcje potrzebne do przeglądania aktywności zostały zawarte w „telefonie”. Przyznam że zwykle takie rozwiązania wychodzą przeciętnie lub wręcz słabo, Wahoo jednak software’owo do tematu podszedł bardzo solidnie.

Główny ekran składa się z czterech podstawowych zakładek

  • RIDE
  • RESULTS
  • PROFILE
  • SETTINGS

RIDE –  w polu tym zawarte są aktywne dane z połączenia, czyli śledzenie naszej pozycji oraz kurs i ćwiczenia. Na spore wyróżnienie zasługuje szybkość synchronizacji pomiędzy aplikacją a urządzeniem. Wystarczy jedno kliknięcie i trasa lub ćwiczenia wgrywa się do licznika. Porównując to np. to do rozwiązań Garmina to opcja przesyłania jest kilka razy szybsza.

RESULTS –  to pole historii czyli wszystkich wcześniej wykonanych aktywności na urządzeniu. Każdy tydzień posiada podsumowanie, ale wyłącznie spędzonego czasu i kilometrów. Wchodząc w pola poszczególnej aktywności znajdziemy wszystkie dane odnośnie aktywności. Oprócz takich standardów jak mapa, dane aktywności znajdziemy szczegółowe dane odnośnie prędkości, mocy, tętna. Są również wykresy, jednak nie da się ich powiększać co powoduje raczej słabą czytelność i brak możliwości wyciągnięcia wniosków. Super że aplikacja w podsumowaniu od razu pokazuje ulubione segmenty i nasze wyniki. Gdyby nie brak skalowania wykresów byłoby idealnie.

PROFILE – jak sama nazwa wskazuje w polu tym dokonamy wszystkich w profilu użytkownika, mówimy tu o parametrach takich jak cechy fizyczne, strefy tętna oraz mocy.

SETTINGS – to już pozostałe zmiany dotyczące samego urządzenia, jak zmiany pól treningowych. Są tu ustawienia dotyczące segmentów, świateł LED, zarządzania mapami. Większość tych ustawień znajdziemy bezpośrednio w urządzeniu.

Podsumowując aplikacje mobilną trzeba przyznać, że jej główną cechą jest prostota i intuicyjność. W zasadzie jedyne zastrzeżenie to czytelność wykresów, jednak osobiście przyznam że analiza treningowa to głównie wartości poszczególnych okrążeń, a nie wyciąganie danych z wykresów. Oczywiście niektórym może zabraknąć pełnej wersji platformy jednak producent poradził sobie tak, że szybki i bezproblemowy sposób możemy trening przenieść do platform treningowych takich jak Strava, Training Peaks czy inne.

Podsumowanie

Przyszedł czas na podsumowanie ponad półrocznej przygody z Wahoo ELEMNT. Nie będę ukrywał, że urządzenie bardzo przypadło mi do gustu. Na początku podchodziłem sceptycznie do tego modelu, a uwagi że jest lepszy od Garmina traktowałem z przymrużeniem oka. Jednak im dłużej trenowałem z ELEMNT tym bardziej licznik przypadał mi do gustu. Po pierwsze: Prosty interfejs i intuicyjna obsługa, po drugie światełka LED, których funkcje można dowolnie dostosowywać. Po trzecie czas pracy urządzenia, bo 17h to górna półka. Po czwarte cena, która nie zabija, a jest bardzo przystępna, bo za połowę topowych Garminów. Oczywiście są rzeczy, które mogły być lepiej rozwiązane. Należą do nich moduł planowania treningów i nawigacja. Szkoda że Wahoo nie przewidział tego w swojej aplikacji a zdecydował się na skorzystanie z rozwiązań MapMyRide, czy innych dodatkowo płatnych serwisów. Drugie to brak platformy webowej, która mimo wszystko przydałaby się do dokładniejszej analizy.

Nie zapomnijmy, że licznik to wciąż rozwijający się produkt i od czasu do czasu urządzenie dostaje nowe funkcjonalności. Czy zatem jest to licznik lepszy od Garmina? Tu odpowiedź nie jest taka prosta. Oczywiście wiele zależy od osobistych preferencji, czego by jednak nie powiedzieć to na pewno jest to najlepsza alternatywa z urządzeń które miałem okazję testować.

Comments

comments

Jacek GOULTRA.PL

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *